sobota, 15 lipca 2017

Moja letnia, lekka, eko pielęgnacja

Cześć:)

Dawno mnie nie było, ale blogowanie jako hobby ma tylko wtedy sens, kiedy robimy to na świeżo i dla przyjemności;) Czyż nie??? Tak więc dziś przychodzę
z update'em mojej obecnej pielęgnacji, gdzie oprócz pewniaków pojawiło się klika nowości. Do rzeczy, zatem...






Nie ma tego wiele, jak widać, ale są to w sumie same perełki, godne polecenia nie tylko na lato;)
Mamy tu demakijaż, peeling do twarzy, wodę termalną, kremy do twarzy, dezodorant i wodę perfumowaną o nieziemskim zapachu.




Zaczynając od oczyszczania twarzy, chcę polecić aksamitnie delikatne mleczko do demakijażu marki YOSKINE. To mój pierwszy produkt tej firmy, wygrany kiedyś
u nich na FB. Widziałam, że można je nabyć w Douglas'ie. Ostatnio nawet w promocji za 19,99 zł. Jak na mleczko, to chyba cena raczej wysoka;), bo nie jest to raczej produkt wysoko półkowy, ale ma swoje zalety. Jest niezwykle delikatne, łagodzące
i mega wydajne. Ja nie lubię zmywać się wacikami, bo wydaje mi się, że tylko maziam te resztki podkładu i smogu po całej twarzy. Dlatego rozgrzewałam porcję mleczka w dłoniach i masowałam nim zwilżoną twarz, którą potem myłam wodą
i dodatkowo żelem w razie potrzeby. Poza tym, ostatnio obrałam taką taktykę, że twarz oczyszczam na zmianę: raz mleczkiem, raz żelem. I nie codziennie na przemian, tylko raz zużywam butlę mleczka, a potem tubkę żelu. Wydaje mi się, że jest to dla mnie najlepsze rozwiązanie, bo z jednej strony chcę skórę doczyścić,
a z drugiej nie chcę jej przemęczyć i zbytnio wysuszyć;) 

Parę słów o mleczku:

Rewolucyjne połączenie detoksykacji komórkowej i pielęgnacji oczyszczającej.

Luksusowy preparat do oczyszczania i demakijażu skóry twarzy i oczu. Dzięki kompleksowi IN-DETOX skutecznie oczyszcza skórę i przygotowuje ją na przyjęcie składników aktywnych, a innowacyjny kompleks MOISTURE YO'LIPIDS zabezpiecza ją przed wysuszeniem, łagodząc podrażnienia i zaczerwienienia. W rezultacie skóra jest doskonale oczyszczona, odświeżona i wyraźnie nawilżona.

Wskazania: do oczyszczania i demakijażu skóry twarzy i oczu; do każdego typu cery. Powiem od siebie, że nawet nie odważyłam się nim zmywać oczu, bo mam swoje ulubione micele i w obawie o mgławice i moje soczewki;), wolę nawet nie ryzykować:)

Składniki:

Aqua, Paraffinum Liquidum, Glycerin, Propylene Glycol, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Sodium Hyaluronate, Cephalins, Disodium Cocoamphodiacetate, PVP, Lecithin, Panthenol, Sorbitol,Trilaureth -4 Phosphate, Propylene Glycol, Hamamelis Virginiana Bark Extract, Aesculus Hippocastanum Seed Extract, Rutin, Magnesium Ascorbate/PCA, Ascorbyl Glucoside, Allantoin, Pullulan, Hydrolyzed Candida Saitoana Extract, Carbomer, Polyglyceryl–3 Diisostearate, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Sodium Hydroxide, Disodium EDTA, Hydroxyacetophenone, Phenoxyethanol, Benzyl Salicylate, Linalool, Butylphenyl Methylpropional, Parfum , CI 14720.

W składzie mamy kilka nielubianych przeze mnie składników, więc do niego nie wrócę:/





Kolejne produkty do demakijażu to: płyn micelarny, tonik żelowy i peeling. Kosmetyki Sylveco upolowałam ostatnio w aptece o 40% taniej, bo mają termin ważności do końca października. Znam je doskonale, a tonik hibiskusowy to mój absolutny ulubieniec wszechczasów. Oba maja wzorowe składy, więc nie ma się tu co rozpisywać. Właściwości także. Jedyne moje zastrzeżenie do lipowego płynu micelarnego jest takie, że żeby dokładnie zmyć tusz z rzęs, trzeba go dać naprawdę sporo, więc jest mało ekonomiczny. Ale poza tym git! Delikatny, nie szczypie, nie podrażnia, pachnie delikatnie. A już żelowy tonik hibiskusowy to najlepsze, co możecie dać swojej skórze. Metody jej aplikacji są różne: można tradycyjnie, przecierać twarz, szyję i dekolt zwilżonym wacikiem, ale można tez aplikować go palcami i delikatnie wmasować lub wklepać. Oba sposoby są dobre, przyjemne,
a efekt na twarzy nieporównywalny do niczego! Polecam zawsze i wszędzie! 




Peeling do twarzy z arbuzem Joanna Naturia wpadł w moje ręce przypadkiem i nie byłam do niego przekonana, ale skład trochę mnie jednak zachęcił. Nie podoba mi się za bardzo jego struktura: rzadka, lejąca i z drobinkami w formie kuleczek,
o których słyszałam, że nie są ponoć najlepsze dla naszej skóry, ale jednak dałam mu szansę:) Lubię miękkie tubki, które da się rozciąć, mniej podoba mi się już sam zapach, bo jest dość sztuczny. Pachnie bardziej jaki lizaki:P W składzie: SLS, EDTA:/ Jako, że nie nie mam już nastu lat:(, nie potrzebuję niby bardzo inwazyjnych peelingów. Ten jednak jest baaardzo delikatny i czasem muszę robić poprawkę pastą Ziai;) Sama bym go oczywiście nie kupiła;)




Woda termalna w spray'u to mój must-have na każdą porę roku. Lubię zraszać moją twarz w ciągu dnia, zwłaszcza w biurze, czy po treningu. Ale również przed aplikacją podkładu pędzlem tyu flat top, warto zwilżyć go wodą i to nie byle jaką;) Dlatego w torebce, plecaku, lodówce i w pracy mam takie mini opakowania wody termalnej. Tutaj akurat Avene, ale mam też aktualnie Vichy i jakąś polską. Marka nie ma raczej znaczenia, grunt by była z lodówki;) Podczas upałów lubię sobie również spryskiwać stopy w pracy hahaha:)




Moje własnie zużyte kremy do twarzy to mocna dawka nawilżenia od Alterry. Naturalne kosmetyki, pozytywne składy i lekka konsystencja. Wszystko ok, tylko brakowało mi czegoś antyzmarszczkowego;) Krem na dzień jest mega lekki, szybko się wchłania, nie koliduje z makijażem. Ten na noc jest ciut cięższy, ale to i tak nie ma znaczenia. Oba w miękkich tubach, zapachy typowe dla kosmetyków naturalnych, czyli lekko jakby ziołowe. Ale absolutnie nie nachalne ani zbyt intensywne. W sam raz. Tanie i łatwo dostępne. Ogólnie godne polecenia.

Krem pod oczy Soraya Hialuronowy Zastrzyk dedykowany jest kobietom 40+. Zdecydowałam się jednak na niego, bo od czasu do czasu serwuję mojej skórze takie skoncentrowane dawki pielęgnacji, zwłaszcza latem i podczas stosowania innych lżejszych specyfików. 

Krem przyjemnie nawilża i delikatnie natłuszcza naskórek, czyniąc go aksamitnie gładkim. Regularnie stosowany poprawia jędrność i elastyczność skóry, wygładza zmarszczki wokół oczu, dzięki czemu skóra zyskuje młodszy wygląd. Transdermalny kwas hialuronowy - nieinwazyjny "wypełniacz" zmarszczek, który wnika do naskórka, gdzie wiążąc wodę, zwiększa wielokrotnie swoją objętość. Efektem takiego działania jest spektakularne wygładzenie i wypełnienie zmarszczek od wewnątrz. Stymulator HA - pobudza syntezę fizjologicznego kwasu hialuronowego
w skórze właściwej, zapewniając poprawę nawilżenia, jędrności i sprężystości skóry. Epidermalny kwas hialuronowy - wielkocząsteczkowa forma HA; kwas pozostając na powierzchni naskórka, tworzy wilgotny i kojący kompres. Daje efekt ultranawilżenia i supergładkości naskórka. Produkt testowany dermatologicznie. Produkt bezzapachowy.

W składzie znalazłam parabeny, ale i tak się na niego skusiłam, bo tańszy niż botoks;) Ale wkrótce chyba i tak się skuszę na coś mocniejszego:P





Mam okropną alergię i mój organizm bardzo źle reaguje na wiele czynników. Najgorzej na głupotę ludzką ofc, ale z tym nie da się walczyć... Trudno. Mam też wielki problem z doborem dezodorantu, bo prawie wszystkie powodują u mnie otwarte rany, uszkodzenia skóry, strupy i takie tam... Od lat robię sobie antyperspirant sama. Z oleju kokosowego i sody oczyszczonej. Przepis jest tu na blogu. Ale oczywiście kusi mnie też kupowanie gotowców. Najczęściej z miernym bądź tragicznym skutkiem:/ Mega zaskoczeniem dla mnie był ten konkretnie dezodorant Dove. Kiedy tylko zobaczyłam go po raz pierwszy w Rossmannie
i przeczytałam skład, wiedziałam, ze będzie dobrze. I było! Jest to praktycznie jedyny komercyjny antyperspirant, który mi nie szkodzi. Polecam go każdemu, mimo iż przynajmniej dla mnie nie jest jakoś super wydajny i kosztuje ok. 20 zł w promocji. Cena zdrowia i poczucia komfortu jest dla mnie najważniejsza;) W ogóle produkty Dove kocham najmocniej i jestem im wiele wybaczyć;) Nawet jeśli składy nie powalają;)





Na koniec zapach z kategorii zapomnianych i niedostępnych. Cuuudowny i arcy naturalny! Idealnie odzwierciedlający naturę, czyli Gardenia od Yves Rocher. Zupełnie nie rozumiem strategii tej firmy, polegającej na wycofywaniu najlepszych produktów. Na przestrzeni ostatnich pięciu lat zniknęły same bestsellery, a nowe perfumy to już zupełnie nie to samo. Zapachy bardziej oczywiste, pospolite, chemiczne i nietrwałe! A te relikty na aukcjach osiągają zawrotne kwoty 400 zł
i więcej. Zapach ten jest nieziemsko piękny! Nie da się go z niczym porównać. Naprawdę żałuję, że już mi się kończą, bo chyba nawet we Francji nie da się ich kupić:///




Znacie któreś z tych kosmetyków? Używacie?

Miłego leżakowania, bo pogoda w weekend jak zwykle pod psem...

2 komentarze:

Translate

Obserwatorzy

Google+ Followers