niedziela, 6 listopada 2016

Projekt Denko same buble

Cześć:)

Dawno nie było u mnie Denka. Ba! Dawno to mnie tutaj nie było... Niestety brak czasu wchodzi mi już pomału na głowę. Wszystkie zużytki grzecznie fotografuję, zapisuję na dysku a potem... brak mi czasu i sił, żeby je na bieżąco opisywać. Dlatego przeglądając zdjęcia, wpadłam na pomysł, ze zrobię dziś wpis z samymi zdenkowanymi bublami;) Co Wy na to:)??? Zapraszam!



Jedziemy z koksem, nikogo nie oszczędzamy;) Mówimy tak, jak jest;)))





Nie jestem fanką tej marki, ale czasem się na coś kuszę;) Kusi zwykle cena, no
i opakowania - zdecydowanie ładniejsze niż na początku:))) Opinie na temat kremów pod oczy są podzielone. Ciekawe są te, że kremy pod oczy z zasady działają delikatniej niż te do twarzy, dlatego nie ma sensu ich używać (?!?). Hmmm, ciężko stwierdzić. Przyznam szczerze, że od jakiegoś czasu odpuściłam i w sumie stosuję je wyłącznie dla własnej przyjemności;) Efektów żadnych nie widzę, ale lubię się maziać;))) Ten dostałam od mamy. Dodatek bławatka zapowiadał się obiecująco. Niestety nijak nie pomógł ani mojej skórze ani mnie. Na chroniczne niewyspanie lekarstwa nie ma;))) Nie rozjaśnił sińców, nie napiął ani nie uelastycznił skóry pod oczami. Specjalnego nawilżenia też nie zauważyłam... Za to parabeny w składzie
a i owszem:P Nie kupię ponownie.





Użytkowane sporadycznie u rodziców mleczko łagodzące (WTF???) z Biedronki. Nie jestem entuzjastką miceli biedronkowych ani żadnych tamtejszych wykonów kosmetycznych to be honest... No może zmywacz do paznokci jeszcze ujdzie. Tego produktu nie kupiłam sama, ale miałam wątpliwą przyjemność używania go od czasu do czasu. Po pierwsze nie jest to moja ulubiona forma demakijażu, po drugie produkty z tej serii w moim odczuciu są wyjątkowo żrące. A z oczami to one bynajmniej nie powinny mieć kontaktu, bo grozi to mgławicą i szczypaniem. NIGDY więcej! Skład też nie najlepszy.




Kwas hialuronowy - przyjaciel wielu kobiet. Albo ja w ogóle nie umiem go używać albo po prostu na mnie nie działa. Po zużyciu trzech tubek, nie widzę żadnej różnicy, poprawy, ekstra napięcia skóry. Owszem, tuż po nałożeniu miałam wrażenie skóry wręcz ściągniętej. Ale po nałożeniu kremu efekt ten (dość nieprzyjemny notabene) ginął. Miałam też kwasy innych firm i było tak samo... Dziwne. Nie mówię nie, może jeszcze kiedyś spróbuję albo użyję jako jeden ze składników do kosmetyków DIY.




Chusteczki do demakijażu Alterra z Rossmanna. Zachęciło mnie hasło Naturkosmetik. Może on i natur, ale do codziennego stosowania to się w ogóle nie nadaje... Niestety. Niby nasączone, ale i tak za mało. Używanie ich sporadycznie
w ogóle nie ma sensu, bo zdążą zupełnie wyschnąć za ten czas. Kupiłam na wyjazd w góry i domęczyłam zamiast toniku, tylko dlatego, żeby nie zmarnować. Jednym słowem nie dla mnie. Są takie, to fakt, ale powinny być pakowane po 10 sztuk max. Wtedy to może miałoby sens. Bo siłą rzeczy można by je zużyć podczas dłuższego weekendu poza domem. W tej formie nie kupię.




Jako nadwrażliwiec mam ogromne problemy z kupnem skutecznego i bezpiecznego dla mnie dezodorantu. Większość zawiera jednak sole aluminium, które są dla mnie gwarancją poważnych problemów dermatologicznych. Wystarczą 3 aplikacje i ostre zapalenie skóry gotowe:/ Dlatego nad dezodorantami to ja się wręcz doktoryzuję:D Albo po prostu robię je sama. Na blogu jest już arcy łatwy i tani przepis na delikatny antyperspirant z oleju kokosowego i sody. Ten też zapowiadał się dobrze. I niby wszystko ok, tylko on w ogóle nie działa. Tzn. śmierdzi się, po prostu! A kosztuje 20zł. NIE!



Tego olejku nie wybrałam sama. Dostałam go w paczce-niespodziance i faktycznie bardzo się zdziwiłam, gdy okazało się, że na pierwszym miejscu w składzie jest parafina. A olej dopiero dalej:P Zużyłam do kąpieli dłoni i stóp, ale nie polecam. To jest właśnie najlepszy przykład tego, jak często turyści robieni byli w butelkę w Tunezji, Egipcie, Maroku - gdzie wciskano im takie właśnie suweniry za 2 dolary. A ci wierzyli, że kupili prawdziwy olej arganowy dla babci na imieniny;PPP Ja bym się nie nabrała:)




Golden Rose i przepiękny metaliczny eyeliner w odcieniu morskim. Cudowny kolor
i efekt na oku, bardzo wygodny i precyzyjny pędzelek. Trwałość też spoko. Niestety po jakimś czasie od razu po aplikacji niemiłosiernie szczypały mnie oczy. I to tak, że nosząc szkła kontaktowe, musiałam zmywać CAŁY makijaż i robić go od nowa.
A potem łazić z czerwonymi oczami jak jakiś królik doświadczalny. Mam też kobaltowy z innej serii i tego problemu nie ma, więc dam im szansę. Może się po prostu przeterminował...



Płyn micelarny kupiony w Rossmannie za jakieś 3 zł w Cenie na do widzenia. Nie doczytałam, że nie może mieć on kontaktu z oczami :DDD A tak bardzo chciałam zmywać nim tusz;) Niby bez alkoholu, a jednak coś tam chyba było mocnego... Używałam jako tonik i tu sprawdził się w 100 %. Czy radziłby sobie z typowym demakijażem? Nie wiem. Nie kupię już raczej ponownie.




Kocham te właśnie żele z Yves Rocher. Za ich zapachy, konsystencję, wydajność. Miałam już wszystkie i ulubione mam zawsze w zapasie;) Ten jeden jest nie do zniesienia! Zapach polinezyjskiego kwiatu tiare brzmi wyjątkowo dobrze i powinien być zapowiedzią raju. Tak naprawdę pachnie jak szafa jakieś nobliwej babuni mocno zaprzyjaźnionej z naftaliną. OBRZYDLISTWO!!! Jak tak pachnie raj, to ja zostaję tutaj;)




Serum do stóp bez parabenów, konserwantów itp. Miało wygładzić skórę stóp
i eliminować zrogowacenia. Moim zdaniem najgorszy kosmetyk w tej kategorii. Stosowałam je latem, więc nie było potrzeby jakiegoś wyjątkowego natłuszczenia ani nawilżenia. Niestety jedyne, co ten krem robił to wręcz wysuszał skórę stóp.
I było tylko gorzej... Nie polecam ani nie kupię więcej!




Osławiony peeling morelowy już w nowym od kilku lat opakowaniu. Czy gorszy? Nie wiem. Odrzuciłam go ze względu na skład. Poza tym drobiny moim zdaniem trochę za duże jak na twarz;P Ale domęczyłam peelingując dłonie i stopy. Nie kupię, bo jest wiele lepszych produktów na rynku.




Kolejny naturalny i tani kosmetyk z Rossmanna, czyli krem do rąk. Skład wymarzony - żadnych chemikaliów, ale... Jak dla mnie nie robił nic. A też używałam go na przełomie lata i jesieni, więc moje dłonie nie miały wówczas specjalnych wymagań. Niby ok, ale tylko przez chwilę o aplikacji. Raczej nie wrócimy do siebie.




Mam cienkie i raczej przetłuszczające włosy, więc pewnie dlatego nie było nam razem po drodze. Stosowana w duecie z opisanym poniżej szamponem działała wyłącznie na niekorzyść obciążając moje mizerne pasma. Być może dawałam jej za dużo a włosy myłam zbyt często? Nie wiem i raczej się już nie przekonam, bo będę dalej szukać pielęgnacji idealnej. Sam skład zacny, jak wszystkie kosmetyki tej firmy:)




Jednak ekologiczne szampony nie są dla mnie. Ich konsystencje w ogóle mi nie odpowiadają. Są jakieś takie tłuste, lejące, w ogóle się nie pienią. Przez to mam wrażenie niedomytych włosów a i efekty po są arcy mierne. Wolę inne produkty tej marki;)




Hit hitów! Krem, który mąż swego czasu przyniósł z pracy. Nie było na niego mocnego. Leżał miesiącami, bo nie dość, że nie robił nic, to jeszcze jakby wysuszał dłonie :D Słabizna jakich mało. A widzieliście ten napis nad kwiatkiem? Idealnie opisuje produkt jednym słowem - chu*owy :PPP




L'Oreala nie lubię i nie kupuję. Dwoma takimi cudami obdarzył mnie mąż, bo były
w promce;) Po zużyciu dwóch w odstępie wielomiesięcznym stwierdzam, że jak do demakijażu oczu jest to zbyt agresywny środek. Nie ma sensu ryzykować szczypania, kiedy na rynku mamy do dyspozycji tyle tańszych i lepszych kosmetyków. Nie kupię ponownie. 




Przedstawiciel tzw. chemii z Niemiec. I faktycznie jest to chemia. SLSy, parabeny
i inne tym podobne... Trafił w moje ręce całkiem przypadkiem. Został mi bowiem polecony. Poleciałam z nim zatem na siłkę i tam próbowałam się orzeźwiać tym ponoć świetnym zapachem;) Zmordowałam, ale nie było lekko. Dzięki takim specyfikom jakoś nie mam już ochoty nawet na Baleę:)




Kulkowy dezodorant naturalny bez soli aluminium z Rossmanna. Tani, zdrowy ale nie działa. Co Wy na to? Kupujecie? Bo ja nie;) Zapach dziwny - ziołowy, ale nawet ujdzie. Niestety nie będzie powtórek.




Ponoć ekologiczny krem do rąk kupiony w Biedronce. Nie dość, że nie robił nic
a wręcz wysuszał dłonie, to jeszcze miał dziwną konsystencję - jakby zwarzoną, co
w wielu warunkach skutecznie uniemożliwiało aplikację, bo po prostu rozwarstwiony krem zlewał się z rąk. NIE! Aaa, i opcja kakaowa też była do bani;)




To było moje już drugie podejście do naturalnego dezodorantu szałwiowego. Niestety również nie działa ani dezodorująco ani antypersiracyjnie...




Na koniec raz jeszcze buble z Rossmanna...



Obydwa szampony mają dziwnie lejącą ale jednocześnie jakby tłustą konsystencję. Moje cienkie włosy wyglądały źle od razu po umyciu. Oklapnięte, smutne, zmęczone. Absolutny brak odbicia od nasady. Ani częste ani rzadsze mycie niczego u mnie nie zmienia. Są to produkty nie do powtórzenia. Niestety...


Jak widzicie, przekrój firm i produktów od Sasa do lasa (co to w ogóle znaczy?). Niestety cena nie czyni cudów i nigdy nie mamy gwarancji, że drogi = dobry
i odwrotnie;) Bo życie jest jak pudełko czekoladek, jak mawiał Forest Gump i nigdy nie wiadomo na co człowiek trafi... Ciekawi następnego posta? Do napisania;)))

2 komentarze:

  1. a dla mnie szampony z ALTERRY najlepsze...kupowalam latami seboradin w aptece za ktory placilam o wiele za duzo....az gdzies uslyszalam o szamponach z Alterry,od tamtej pory uzywam tylko ich.Porost wlosa jest szybszy,a wlosy miekkie i blyszczace.pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę:) myślę, że to kwestia włosów. Moje cienkie i przetłuszczające są jeszcze bardziej wymagające niż ja:PPP

      Usuń

Translate

Obserwatorzy

Google+ Followers