poniedziałek, 25 lipca 2016

Letnie, weselne, inspiracje.../ Summer wedding inspirations...

Hej:)


Witam po urlopie i po powrocie do pracy po prawie dwóch latach przerwy;) Domyślacie się, że nie było łatwo;))) Staram się jednak ogarniać tematy;) i swoje życie przy okazji:p Dziś łagodnie wdrożę się do blogowania postem z inspiracjami weselnymi na lato. Inaczej - pokażę Wam co mniej więcej miałam na sobie podczas ostatniego przyjęcia weselnego...





Jak widzicie, wybierając się na ostatnie letnie wesele postawiłam na pastele.
W dodatku musiałam nieźle się nakombinować, bo ciągle karmię Małą;) i w zwykłej kiecce byłoby mi trochę niezręcznie w restauracji;))) Okazuje się, że kupienie sensownej (już nie mówię seksownej) sukienki zapinanej/zasuwanej z przodu graniczy z cudem! A na jednorazowe wyjście w rozmiarze L nie zamierzałam wydawać fortuny. W południe, tuż przed ślubem i tuż po pilatesie wpadłam jeszcze do pobliskiej galerii i złapałam taką oto bluzeczkę w Orsayu. Jest ona naprawdę bardzo ładna i że tak powiem wyjściowa. Jedyny duuuży minus to materiał - niezwykle gumowaty sztuczniak! Za 50 zł postanowiłam pocierpieć i więcej jej nie ubierać. Nooo, ewentualnie na brzydką, deszczową pogodę;)

Dopasowałam do niej niestandardową spódnicę z tłoczonego, również sztucznego materiału z kieszeniami. I tu jeden duży plus - nie trzeba jej prasować;) Oczywistym dodatkiem była w tym przypadku efektowna biżuteria...

Znalazłam takową u Samira - Biżuteria sutasz

Do wyboru miałam nieskończoną ilość kolorów i wzorów. Postawiłam jednak na delikatną klasykę, która spokojnie mogłaby grać pierwsze skrzypce zaraz po sukni ślubnej w tym szczególnym dniu dla każdej z nas;)

Uwielbiam zestawy składające się z okazałych kolczyków i bransolet, a Wy?











Na żywo biżuteria prezentuje się jeszcze lepiej. Jest starannie wykonana i urzeka swym naturalnym pięknem. O samym sutaszu pisać nie będę. Kto ciekawy może wyguglować technikę;)




Na tą porę roku woda toaletowa z brokatem wydawała mi się fajną opcją. Do tego neutralny zapach, bez kontrowersji... No i niestety mamy udany przepis na niewypał. Nie dość, że zupełnie do mnie nie pasuje, to jeszcze mnie uczulił:/ Szyję leczyłam przez tydzień... Oriflame Precious - hmmm. Dla odważnych;)




Kolejne NIE to żel pod prysznic Yves Rocher o zapachu gardenii z Polinezji. Kiedyś cudny, teraz pachnący babciną szafą albo strychem zabezpieczonym naftaliną przed skrzydlatymi intruzami... Oprócz tego szczegółu, poprawny skład, niesamowicie gęsty i wydajny, często w promocyjnej cenie;)





Tego kosmetyku chyba raczej nie trzeba nikomu specjalnie opisywać. Zapewne większość z Was go ma, zna lub ciągle o nim marzy. Osławiony, wszechstronny olejek z drobinkami Nuxe to mój ulubieniec na wiosnę i oczywiście latem. Kompozycja kilku olejków wzbogacona witaminą E i solidną porcją złota to wszystko, co kocham:) Do tego uniwersalne zastosowanie (włosy, twarz, ciało). To musiało się udać! Olejek lekko barwi i nadaje cudownie delikatnego blasku skórze. Uwielbiam nakładać go na ramiona i nogi. Na włosy i twarz nawet nie próbowałam, bo tu mam już swoich ulubieńców;) Ahaaa, no i oczywiście jak to olejek nie jest suchy (sic!), ale dość szybko się wchłania i nie pozostawia tłustego filmu. W kwestii zapachu nie będę się wypowiadać, bo to rzecz gustu. Dla mnie nie jest przyjemny. Raczej dziwny, nawet trochę chemiczny... Cena też nie powala, ale za to jest on baaardzo wydajny:) Warto spróbować:)




Ostatnio używam też fajnego, dość lekkiego kremu pod oczy, który jest całkiem naturalny. To mój pierwszy kosmetyk od Make Me Bio. Już sama nazwa firmy zwróciła moją uwagę. Dodatek marakui i zielonej herbaty sprawiły, że zapragnęłam go mieć u siebie:) Plastikowa buteleczka z pompką o pojemności 15 ml kryje treściwy ale lekki kremik, który szybko i łatwo się wchłania. Jest to produkt dedykowany skórze dojrzałej, narażonej na negatywne działanie środowiska.

A w składzie: sok z liści aloesu, olej z pestek słonecznika, oliwa z oliwek, olej kokosowy, masło shea, proteiny jedwabiu, kwas hialuronowy, olej arganowy, ekstrakt z zielonej herbaty, marakui i arniki. Bardzo go lubię:)







 


 




Do pastelowego zestawu dobrałam ciemno wiśniowe pazurki. Użyłam lakieru Yves Rocher w kolorze Rubis. Sam w sobie jest bardzo dobry, dobrze i lekko się nakłada, szybko zasycha... Niestety nie jest zbyt trwały i ściera się z końcówek już na drugi dzień:/ Ale na imrezkę może być;)








Całości dopełniły czarne meliski z kokardą na koturnie Mel Apple III. Znacie???

Zdjęcia będą, jak tylko jakieś dostaniemy;)))
Pozdrawiam cieplutko:*






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Translate

Obserwatorzy

Google+ Followers